naKole

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK DROGI

  1. WYCIECZKI
  2. LATA
  3. LISTA TRAS
  4. CYKLE Z BICYKLEM
  5. KONTAKT
  6. DOBRE STRONY ROWERU

14 WRZEŚNIA 2017

KASZUBY

CZTERY JEZIORA

Pogoda ostatnio zmienia się do tego stopnia dynamicznie, że nawet synoptycy mają problem z jej prognozowaniem. A w związku z tym, że nie lubię jeździć w deszczu, decyzję o tym wyjeździe postanawiam podjąć dopiero rano. A rano wystarczy jedno spojrzenie na wschód, gdzie, na tle czystego nieba błyszczy Wenus, żeby spodziewać się chociaż kilku pogodnych godzin. Tak też prognozują Norwedzy. Zobaczymy.


 INFORMACJE 
  • Uczestnicy: Paweł;
  • Dystans: 52 km;
  • Trasa: Gdańsk - Jankowo - Bąkowo - zb. Goszyński - Bielkowo - Bielkówko - Pręgowo - Bielkowo - zb. Bielkowski - Kolbudy - zb. Łapino Dolne - jez. Otomińskie - Gdańsk;
  • Mapa:
Zobacz trasę w Traseo

Wycieczkę zaczynam od szybkiego tranzytu przez miasto. Żeby uprzyjemnić sobie ten mało atrakcyjny odcinek, wybieram drogę przez dolinę Potoku Oruńskiego.

W Łostowicach wracam na asfalt i razem z dziesiątkami samochodów jadę ku granicy miasta. Zwalniam dopiero w Jankowie, gdzie zamierzam podjąć drugą próbę odnalezienia ewangelickiego cmentarza. Na chwilę zatrzymuję się przy rondzie na trasie 221 za Kowalami. Trochę po to, by złapać oddech po szybkim tempie, jakie narzucił mi ruch uliczny na wąskiej jezdni, trochę po to, by sfotografować miejsce, w którym dawniej znajdował się mały cmentarzyk.

Dziś jest tu centrum ogrodnicze, ale jeszcze na mapie z lat 40-tych ubiegłego wieku w miejscu widocznej kępy drzew znajduje się mały cmentarz. Nie jest to jednak ta nekropolia, której przyjechałem tu szukać. Ruszam, teraz już bez towarzystwa blachosmrodów, w stronę Jankowa. Na wysokości zjazdu do Nowaka zjeżdżam w leśną ścieżkę.

Około stu metrów dalej zatrzymuję się u stóp niewielkiego wzgórka ukrytego w gąszczu roślinności. Poprzednio szukałem cmentarza jakieś kilkadziesiąt, może sto metrów dalej. Dopiero analiza ukształtowania terenu w geoportalu pomogła w jego dokładnej lokalizacji.

Na wzgórku odnajduję mizerne ślady w postaci kamieni wyraźnie poukładanych ludzką ręką.


Dopiero kolejne znalezisko utwierdza mnie w przekonaniu, że tym razem trafiłem.


Jeszcze taki artefakt.

Czy stalowa płytka o średnicy ok.100mm i grubości może 3-4 mm jest związana z nekropolią? Nie wiem. Z wykrywaczem metalu pewnie znalazłbym więcej.

Wracam na asfalt i jadę do centrum Jankowa. Po lewej można zaobserwować stawy będące prawdopodobnie pozostałością posiadłości Ferberów, którzy zarządzali tu od XVI prawdopodobnie do 2 połowy XVIII wieku, kiedy to Janowo i okolice nabył Karl Friedrich von Conradi. [Popraw mnie, jeśli się mylę, ale trudno znaleźć jakiekolwiek informacje o przedconradinowskim Jankowie.]

Jankowo słynie przede wszystkim ze szkoły ufundowanej przez Conradiego. Szkoła została otwarta w 1801 roku, a więc trzy lata po śmierci fundatora. W 1900 roku przeniesiono ją do Wrzeszcza, gdzie funkcjonuje do dziś. Obiekty w Jankowie w latach 30-tych przejęła w zarząd NSDAP i z tego czasu mam zdjęcie.

Dawna szkoła Conradiego w zarządzie NSDAP. Rok 1937.
Źródło: Gdańsk Strefa Prestiżu


Próba skorelowania kadrów uatrakcyjnia widok o wszelkiej wielkości, kształtu i koloru śmietniki oraz górę śmieci świadczących o strajku śmieciarzy... chyba. Panowie degustujący jakieś trunki w wiacie [przystankowej?] w głębi, zainteresowani moim fotografowaniem, pytają: Pan w sprawie tych śmieci? Zaprzeczam, choć śmieci uwieczniłem.

Główny budynek szkoły dziś nie istnieje. Na fundamencie lewego skrzydła stoi dziś szereg mieszkalny.

Podczas mojej poprzedniej tu wizyty opuściłem Jankowo w kierunku południowym, co skończyło się przedzieraniem przez mokrą łąkę do Straszyna. Dziś postanawiam udać się na zachód w kierunku Bąkowa. Już po chwili otwiera mi się ładna, choć pocięta kablami panorama z dominującą kępą drzew, wskazującą miejsce dawnego bąkowskiego cmentarza ewangelickiego.

To tutaj drzewa kłaniają się słońcu.

Bąkowo mijam i wjeżdżam w las, by po kilkunastu minutach dotrzeć na koniec długiego półwyspu na jeziorze zwanym potocznie Straszyńskim, a oficjalnie noszącym nazwę Zbiornika Goszyńskiego. Zatrzymuję się przed przesmykiem dzielącym półwysep od małej wysepki.

Ostatnie kilkanaście minut oraz następne pewnie ze dwie godziny spędzę w strefie ochrony ujęcia wody, z jeziora czerpana jest bowiem woda dla Gdańska. Zasila ona cały górny taras miasta.

Miejsce, choć z ładnymi widokami na jezioro, to niezbyt zachęcające do dłuższego postoju, zawracam więc i jadę dalej szlakiem pieszym doskonale nadającym się do jazdy nawet rowerem nieprzystosowanym do jazdy stricte terenowej. Jeden stromy zjazd zmusza mnie do prowadzenia..

Tu zatrzymuję się na chwilę na znacznie ładniejszym miejscu.



Dalej nadal w strefie ochronnej ujęcia wody, nadal pieszym szlakiem, nadal wygodnie jadąc. Po drodze dwie przeprawy [przeprawki] przez wpadające do Raduni strumyki i sporo fotogenicznych grzybów.





Niespodziewanie wyjeżdżam na drogę płytową, co jest konsekwencją zgubienia szlaku.




CZĘŚĆ DRUGA




KATEGORIA: REGION

BORY TUCHOLSKIE  /  DOLINA DOLNEJ WISŁY  /  GDAŃSK  /  KASZUBY  /  KOCIEWIE  /  KOSMOS  /  MAZURY  /  POWIŚLE  /  SUWALSZCZYZNA  /  WARMIA  /  WYSOCZYZNA ELBLĄSKA  /  ZIEMIA CHEŁMIŃSKA  /  ŻUŁAWY

2009 -

PRZESTRZEŃ I CZAS NA KOLE PRZEMIERZA PAWEŁ BUCZKOWSKI